Kontakt

PROJEKTOWANIE OGRODÓW WARSZAWA
firma:
P.H.U. Piotrowicz

ul. Płońska 36A
03-683 Warszawa

  22-2166177
   791987266

Napisz wiadomość (kliknij tu)

Oferta

Cennik

Aktualności

Reklama

  • Projektowanie, zakładanie, pielęgnowanie ogrodów Warszawa
    i okolice 791987266, 22-2166177

Zasięg usług ogrodniczych:
Warszawa Białołęka, Bielany, Praga Północ, Bemowo, Ochota, Mokotów, Ursus, Wilanów, Włochy, Ursynów, Wawer, Wesoła, Ząbki, Marki, Zielonka, Wołomin, Klembów, Nadma, Radzymin, Wieliszew, Legionowo, Jabłonna, Czosnów, Łomianki, Izabelin, Stare Babice, Ożarów Mazowiecki, Leszno, Błonie, Pruszków, Komorów, Nadarzyn, Lesznowola, Raszyn, Piaseczno, Konstancin Jeziorna, Józefów, Otwock, Wiązowna, Halinów, Dębe Wielkie, woj. Mazowieckie


Tu jest miejsce
na Twoją reklamę
791 987 266



EKOBORD

w najniższej cenie
www.ogrodniczy-sklep.pl

Kratki trawnikowe
Kratki trawnikowe
czarne, zielone
do parkingów
i wzmocnienia
trawników


Trawa z rolki

Świętość krajobrazu - Projektowanie-Ogrodów.Warszawa.pl

C. Idea rodzinności lub swojskości.

Ideę rodzinności w aspekcie „swojskości” opisała Pawłowska[1]. Według niej miejsca rodzinne odgrywają w życiu człowieka szczególną rolę. Są to „rodzinny dom, rodzinne strony, rodzinne miasto, rodzinny kraj”. Moglibyśmy dodać hasło: „rodzinny krajobraz”. Pawłowska uważa, że te niejako wzorcowe obrazy miejsc rodzinnych kształtują w człowieku „nawyki percepcyjne”. Jest to przekazywane z pokolenia na pokolenie i w rezultacie daje nam osobiste odczucie „swojskości”. Ukształtowana w nas „swojskość” będzie nam towarzyszyć przez całe życie, stanowiąc zawsze „pryzmat”, przez który będziemy postrzegać rzeczywistość. Z tym obrazem „swojskości” możemy się przemieszczać i „oswajać” nowe miejsca. Dzięki „filtrowi rodzinności” nasze odczucia estetyczne pozostają subiektywne, co sugeruje Skolimowski. 

Dodam, że owe wspomniane pierwotne wzorce formują się w człowieku bardzo trwale. Podobnie jak skóra ludzka ukształtowała genetyczną barwę pod wpływem lokalnego klimatu, tak też kształtują się w nas trwałe znamiona tożsamości z rodzinnym krajobrazem. W tym aspekcie, krajobraz rodzinny staje się w nas święty, nienaruszalny. Nikt i nic nie jest w stanie wykraść nam tego świętego krajobrazu, który zostaje w nas na zawsze.

Przyznam się, że we mnie też jest głęboko zakodowany mój rodzinny krajobraz. Są to ogromne przestrzenie wrzosowiskowych połaci starego, zarośniętego  lotniska, gdzie w dzieciństwie można było zakładać indiańskie szałasy w cieniu pojedynczych drzew, sosnowa dżungla z licznymi kryjówkami dla młodych „cowboyów”, zapachy wysuszonych kostrzew, czy żywicznych gałęzi, służących do „patrolowania” okolicy. Jakże tęsknię za tym krajobrazem utrwalonym w sercu, szczególnie gdy wyjeżdżam na długie miesiące do „łysej” Irlandii, gdzie w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat wycięto niemal wszystkie lasy.

Pawłowska definiuje pojęcie „swojskość”, określając je jako słowo z języka potocznego, które „oznacza zwykle coś miłego, ciepłego, bezpiecznego, kojącego, czasem wytęsknionego: swojski krajobraz, swojska architektura, swojska muzyka, swojski smak.”

Zabarwiona emocjami swojskość przydaje się do kształtowania w człowieku ducha patriotyzmu, związania z tradycją, odrębnością terytorialną, narodową, regionalną, czy lokalną. Fundamentem idei swojskości jest przekonanie, że „między człowiekiem a miejscem jego życia może istnieć szczególny związek emocjonalny dający człowiekowi poczucie swojskości – świadomość bycia u siebie. I odwrotnie – związek ten zwykle zapewnia miejsce dbającego o nie gospodarza”.  Ta obopólna relacja jest korzystna zarówno dla człowieka (ludzi), jak i dla miejsca. „Idea ta – pisze dalej Pawłowska - zachęca do takiego traktowania i kształtowania miejsca (architektury, krajobrazu), aby tworzyć dogodne warunki dla funkcjonowania i rozwoju związków swojskości tam, gdzie one istnieją i do ich tworzenia tam, gdzie ich brakuje.” W moim rozumieniu, idea swojskości pozwala również traktować krajobraz ze szczególną rezerwą (szacunkiem), swoistą czcią należną świętemu krajobrazowi.

Nieco inaczej ujmuje rozważany problem Mirek (2001)[2], który formułuje „ideę małych ojczyzn”. „Małe ojczyzny” to odrębne i różnorodne przyrodniczo- kulturowo regiony ojczyzny. Proponuje takie rozumienie tej idei, aby w ślad za emocjonalnym związaniem z miejscem szła rzeczywista troska o ochronę. Oprócz filarów regionalizmu i emocjonalności, idea „małych ojczyzn” opiera się także na świadomości odrębności i związanej z nią edukacją. Według Mirka istnieją dwa największe zagrożenia tożsamości „małych ojczyzn”, są to: „wymieranie rodzimej flory i fauny oraz ekspansja obcych gatunków roślin i zwierząt.”  

Z powyższych rozważań wynika, że człowiek pragnie żyć wśród bliskich sobie krajobrazów, „oswojonych”, przedeptanych w różnych kierunkach, przybliżonych w okularach lornetki, czy kojarzonego z niepowtarzalnymi zapachami lub ptasimi koncertami. Człowiek spontanicznie chce dookreślić krajobraz przydawką „mój”, „ten mój jedyny, niepowtarzalny” - na Lubelszczyźnie koło Kazimierza, na Kaszubach za Gołubiami, a może w Bieszczadach w okolicy Wyszatyc. Idziemy z tym krajobrazem utrwalonym w duszy przez całe życie. Wyjeżdżamy za granicę, zwiedzamy cuda świata, by wreszcie powiedzieć z uśmiechem, że „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Jaki jednak przeżywamy ból, gdy dowiadujemy się, że ten nasz ukochany krajobraz został albo dopiero będzie zniszczony przez wielopasmową drogę szybkiego ruchu. Czujemy się wtedy, jakby ktoś podeptał świętość rodzinnego krajobrazu, jakby ktoś targnął się na naszą tożsamość.

5. Sacrum krajobrazu prowadzi do kontemplacji (czym jest kontemplacja krajobrazu?).

Przyroda została stworzona przez Boga i „jako dzieło Boskiego Mistrza jest swoistym misterium i sferą sacrum.[3]” Pojęcie świętość wywodzi się od łacińskiego sacer – co znaczyło wyłączenie, „ale zawsze w sensie religijnym[4]”. Pierwotnie chodziło o wyłączenie rzeczywistości „dobrej” od „złej”. Bartyzel[5] wyjaśnia, że „ostatecznie, kiedy słowo wyłączenie nabrało tylko dodatniego sensu aksjologicznego, utrwaliło się też że termin sakralny (święty) oznacza całą sferę obejmującą bóstwo oraz wszystko to (ludzi, rzeczy, miejsca), co do niego przynależy, jest mu ofiarowane, i na skutek tego związania ma odmienny od całej ‘reszty’ status ontyczny”.   

Fakt stworzenia krajobrazów przez Boga jest pierwszym, największym powodem określania go mianem „świętym”. Krajobrazy, jak i cała przyroda, mają coś w sobie niepoznawalnego, misterium, tajemnicę. Tajemnica rozciąga się od cudu życia, niemożliwego do zdefiniowania, zbadania, uchwycenia istoty, życia integrującego przyrodę i krajobrazy (życia będącego siłą trwania) , poprzez cud struktur przyrodniczych, krajobrazowych (od najmniejszej komórki do całych systemów organizmów) – obserwowanych, ale niemożliwych do powtórzenia w laboratoryjnych warunkach, aż po samego człowieka, który jest zagadką dla samego siebie.

Autorzy „Przyroda jako szansa dla autentycznej formacji człowieka” zwrócili uwagę na relację zwrotną między człowiekiem a tajemnicą przyrody: „Jak każde prawdziwe dzieło artysty przyroda jest tajemnicą, a tajemnica domaga się kontemplacji, która jest drogą głębszego poznania, przenikającego głębię stworzeń i samego człowieka. Wtajemniczenie to jest jednocześnie wprowadzeniem w przestrzeń wartości i przestrzeń sacrum; przestrzeń subtelnego Bożego słowa, w której człowiek rośnie duchowo, odkrywa głęboki sens swojej egzystencji i swojego powołania”[6].

Sacrum krajobrazu zachęca do poznania, którego wyższym poziomem jest kontemplacja. Nie zastąpi tego nawet profesjonalna fotografika. Zdjęcie nie uwiecznia dobrze trójwymiarowej perspektywy, głębi przestrzeni, nie zapisuje zapachu, dźwięku (filmowy, elektroniczny dźwięk „wykrzywia” naturalne odgłosy, upraszcza także przestrzenność dźwięku), a przede wszystkim nie utrwala unikalnych wrażeń  połączenia duszy ludzkiej z krajobrazem.

Myślę, że na tym polega prawdziwy fenomen krajobrazu, że możemy go oglądać „szóstym” zmysłem: oczami duszy. Krajobraz nijako sam nawołuje do przypomnienia sobie o posiadanej duszy, w każdym miejscu podnosi głos prawdy, że człowiek jest „duszą rządzącą swym ciałem”[7]. Podkreśla tę prawdę Pawlikowski[8] „Człowiek, dzisiejszy zwłaszcza, pogrążony w wirze i gwarze, w troskach i chaosie drobiazgów codziennego życia, musi, aby nie sparszywieć, znaleźć miejsce, gdzie by mógł wrócić niejako do swego praźródła, gdzie by się mógł opamiętać, że jest nie tylko ciałem, ale i przede wszystkim – duchem nieśmiertelnym.” Gdy wchodzimy na ów wyższy poziom poznawczy, którym jest kontemplacja, dochodzi do nas następna prawda – „wspomnienie Boga”[9]. Wspomnienie Boga z kolei porusza duszę czystą do oddania Mu należytej czci. Tego z pewnością chciał nas nauczyć św. Franciszek w „Pieśni Słonecznej” pieczętując swoją modlitwę ostatnim wezwaniem „Chwalcie i błogosławcie mojego Pana i dziękujcie Mu, i służcie z wielką pokorą”[10].

Kontemplacja krajobrazu

Przez pojęcie kontemplacja rozumiem wpatrywanie się, głębokie wnikanie w rzeczywistość, której doświadczamy. Jest to zaangażowanie całego człowieka – wraz z jego sferą wolitywną, rozumową, psychiczną, zmysłową i duchową – w kierunku przedmiotu kontemplacji. Przedmiotem kontemplacji może być np. przyroda, krajobraz, dzieło artystyczne, Bóg. Nie jest to bierne „przyglądanie się”, ale próba wniknięcia w istotę rzeczy lub osoby. Kontemplacja na poziomie intelektualnym jest czystym poznaniem dla samego poznania. Arystoteles w trójczłonowym modelu ludzkiej aktywności[11] przypisał czynność kontemplacji do teoria, gdzie celem jest wyłącznie kontemplacja prawdy. Innym rodzajem jest poznanie praktyczne (dla działania), czy wreszcie poznanie twórcze – pojetyczne, ale te obydwa nie wiążą się ściśle z kontemplacją. Św. Tomasz z Akwinu kontemplację zastąpił słowem: speculatio = wypatrywać. Współcześnie mówimy o poznaniu teoretycznym, które jest podstawą nauki, gdzie badane są relacje przedmiotu (osoby) do przedmiotu (rzeczy, osoby). Kontemplacja duchowa (jeszcze nie religijna) angażuje integralnie całą osobę ludzką – a szczególnie jego zdolności percepcji estetycznej. Piękno przedmiotu pociąga do kontemplacji niezgłębionej prawdy, w którą możemy wpatrywać się z różnej strony.   

6. Co daje nam osobiście kontemplacja krajobrazu?

1. Oczyszczenie z cywilizacyjnych zanieczyszczeń (duchowych) – wyzwolenie z egoizmu, uzdrowienie naszego wnętrza.   

2. Przywrócenie sił życiowych (optymizmu, radości, nadziei, wewnętrznego pokoju).

3. Zbliża nas do upragnionego ideału, „piękna najwyższego”, obdarza nas doświadczeniem piękna, harmonii, smaku, geniuszu. Wierzących zaś prowadzi do Boga, ponieważ kształtuje i pogłębia wiarę.

4. Zaspokaja nasze potrzeby poznawcze (dzięki czemu jesteśmy w stanie transponować relacje i schematy działania krajobrazów do kształtowanych przestrzeni).

5. Poprzez ciszę wewnętrzną pozwala nam lepiej poznać samych siebie (dzięki czemu możemy podjąć bardziej przemyślane decyzje).

7. Jaka powinna być nasza postawa, aby rzeczywiście móc kontemplować krajobrazy?

A. Trzeba być człowiekiemgłębokim.

             Człowiek rozwinięty wewnętrznie może widzieć więcej. Zauważy piękno tkwiące w skomplikowanej strukturze wewnętrznej krajobrazów, w unikalnych jego formach, w całości i w detalach. Głębia duchowa wiąże się z pokorą i otwarciem na nowe odkrycia. Dla wierzącego kontemplacja krajobrazu może być okazją dostrzeżenia wielkości Boga:

Wspaniałość wysokości, sklepienie o przezroczystej jasności, tak wygląda niebo – przepiękny widok. Widok wschodzącego słońca mówi [nam], że jest ono czymś najbardziej godnym podziwu, dziełem Najwyższego… Wielki jest Pan, który je uczynił i na którego rozkaz spieszy się ono w swoich biegu. Wspaniałość gwiazd jest pięknością nieba, błyszcząca ozdoba na wysokościach Pana.(Syr 43, 1-2, 5.9)[12]

Dzisiejszym problemem wydaje się być nie tyle brak wiary w Boga, ile niewłaściwy obraz Boga. Według Moltmanna[13] myślenie o Bogu jako o absolutnym podmiocie („monoteizm absolutnego podmiotu”) doprowadziło do przejęcia przez człowieka kompetencji władcy świata. Było to wcielenie w życie analogii panowania Boga nad wszechświatem. Moltmann zaproponował inne spojrzenie na Stwórcę i Pana – jako jedność trynitarną Ojca, Syna i Ducha. Zasadą życia Trójcy Świętej nie jest dominowanie, kontrolowanie, zarządzanie, ale miłość. Tylko głęboka wiara prowadzi do miłości, miłość zaś do odpowiedzialności, co podkreśla ks. Węcławski[14]: „Człowiek nie stoi i nie powinien sam siebie stawiać wobec stworzenia jako podmiot wobec niezależnego od niego przedmiotu, ale sam jest w nie włączony i w nim zakorzeniony. Rozumność i wolność człowieka wymaga od niego szczególnego rodzaju odpowiedzialności – jest on tą częścią stworzenia, która zdolna jest odpowiadać za całość”.

W rozprawie o świętości krajobrazu mam na myśli najbardziej mi znaną i bliską wiarę chrześcijańską. Tylko w wierze chrześcijańskiej krajobraz, przyjęty nawet jako święty na swój sposób, pozostanie zawsze krajobrazem, a nie (kolejnym) bóstwem. W myśli chrześcijańskiej, nigdy nie było kompromisów z „filozofią” Dalekiego Wschodu. Chrześcijaństwo odrzuciło zarówno politeizm, jak i praktyki bałwochwalcze, w tym względzie jest radykalne: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich. Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem. Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga (…)[15]” Świętość krajobrazu nie ma nic wspólnego z magią, nieokreśloną siłą, mocą, wiąże się bowiem z wiarą w jednego Boga – wyrażaną w sakralizacji przestrzeni – np. budowanie kapliczek, kościołów, albo przeżywaniu jej w bezpośrednim kontakcie z Bogiem.

Jaki jest model relacji chrześcijanina z krajobrazem?

A. Wiara w Boga → B. Kontemplacja (poznawanie) krajobrazu  → C. Kontemplacja (poznawanie) Boga  → D. Uwielbienie Boga (czyste i bezinteresowne).

            Krajobraz podlega kontemplacji „poznawczej”, której towarzyszą uczucia i emocje. Kształtuje się wtedy nie tylko naukowa interpretacja rzeczywistości, ale też „postawa estetyczna” (doceniona  przez Janeckiego: „Zanikanie bowiem właściwych przeżyć emocjonalnych nie jest następstwem samej technizacji życia, ale łączy się z niedouczeniem i niedorozwojem wrażliwości estetycznej, poza tym przeżywając estetycznie naturę, człowiek wyzwala się od potoczności, co ma również ogromne znaczenie terapeutyczne dla zmęczonej sfery psychiki”). Kontemplacja Boga, definiowana przez św. Teresę jako „głęboki związek przyjaźni, w którym rozmawiamy sam na sam z Bogiem, w przekonaniu, że On nas kocha[16]” jest według Katechizmu „modlitwą”, „spojrzeniem wiary”, „słuchaniem słowa Bożego”, „milczeniem”, „zjednoczeniem z modlitwą Jezusa”, „komunią miłości przynoszącą Życie”[17]. Jest to więc inny rodzaj kontemplacji, nawet jako kontemplacji „poznawczej”, ale stającej się już formą modlitwy. Z pewnością granica między kontemplacją poznawczą krajobrazu a kontemplacją modlitewną Boga jest płynna. To znaczy, że wchodząc w kontakt z przyrodą niemal natychmiast łączymy się ze Stwórcą. Patrząc na piękno krajobrazu podziwiamy kunszt Najwyższego Artysty, a tym samym już wstępujemy w duchową relację z Nim.

            Skoro krajobrazy tak bezpośrednio oddziałują na naszą więź z Bogiem, podobnie jak święte obrazy, to dlaczego nie nazwać krajobrazów świętymi?  Wiemy, że „Chrześcijański kult obrazów nie jest sprzeczny z pierwszym przykazaniem, które odrzuca bałwochwalstwo[18]” oraz, że „obrazom nie oddaje się czci religijnej ze względu na nie same jako rzeczy, ale dlatego, że prowadzą nas ku Bogu, który stał się człowiekiem. A zatem cześć obrazów jako obrazów nie zatrzymuje się na nich, ale zmierza ku temu, kogo przedstawiają.[19]” Owszem, w sytuacji krajobrazów mamy podwójną analogię do chrześcijańskich obrazów. Po pierwsze, prowadzą nas jak one ku Bogu, a po drugie, „cześć” – wolałbym szacunek – skierowany jest poprzez krajobrazy do Stworzyciela. Druga analogia wydaje się nieco trudniejsza, chodzi o kwestię „czci”, „szacunku”, gdyż nie może to być „cześć religijna”, ponieważ krajobrazy nie są sensu stricte wizerunkami Boga (możemy tak je nazywać metaforycznie). Może bardziej adekwatny byłby szacunek wyrażony w szczególnej trosce o zachowanie krajobrazów, nie tylko na poziomie teoretycznym, ale przede wszystkim praktycznym. Nie mniej, widzimy, że nadanie krajobrazom statusu świętości (czy to w przenośni czy dosłownie) prowadzi nie tylko do podniesienia ich rangi, ale też do ugruntowania i uzasadnienia dyrektyw ochrony, pielęgnacji i kształtowania.   

B. Tylko „człowiek o czystym sercu zdolny jest odczytać piękno przyrody i przesłanie, które niesie dla niego, dla jego życia duchowego i duchowej formacji.”[20]

            Czyste serce to serce zdolne do miłości, a przeciwieństwem miłości jest egoizm. Człowiek żyjący tylko dla siebie i podchodzący do codzienności tylko „praktycznie” często nie potrafi kochać samego siebie i poświecić odpowiedni czas na rekreację na łonie natury. Współczesna cywilizacja zdaje się zapominać o tym, co najważniejsze w człowieku – o jego duszy, sercu. Wnętrze jest ukryte, niezbadane metodami naukowymi, dlatego też, w efekcie osiemnastowiecznego przywiązania do scjentyzmu, zostało niemal zupełnie zmarginalizowane. Współcześnie bardzo trudno jest dowartościować sferę duchową. Człowiek został stworzony przez Boga, aby realizował się na miarę swoich możliwości - „Miarą tą jest życie widziane w sposób całościowy, a więc nie tylko życie biologiczne, ale i (niesprowadzalne do niego i z niego niewyprowadzane) życie duchowe; nie tylko życie doczesne, ale i życie wieczne. Jest to rozumienia radykalnie odmienne od wielu współczesnych, pooświeceniowych, scjentystycznych wizji ograniczających życie tylko do biologii i doczesności.[21]

            Czystość serca odnosi się do nieskazitelności sumienia. Człowiek obciążony złym postępowaniem podświadomie nakłada sztywną skorupę na delikatne sumienie, które „obecne we wnętrzu osoby nakazuje jej w odpowiedniej chwili pełnić dobro, a unikać zła.[22]” W konsekwencji prowadzi to do obojętności na dobro moralne i estetyczne. Życie ze skrępowanym sumieniem wiedzie też do popełniania coraz większego zła (tu także tyczy się to dziedziny moralności i estetyki, za którą także jesteśmy odpowiedzialni). Nieczułość na piękno, na świętość jest owocem nieustannego realizowania tylko zewnętrznych potrzeb, co podkreśla Mirek: „Człowiek współczesny stara się o zaspokojenie łatwo rozpoznawalnych głodów i pragnień ciała; rzadziej natomiast zwraca uwagę na głód i pragnienie ducha – zagłuszane przez zgiełk cywilizacji i rozbudzane nieustannie coraz to nowe sztuczne potrzeby. Z tego powodu przekształca także – w sposób często nieodwracalny – środowisko, w którym (i kosztem którego) te sztucznie wygenerowane potrzeby zaspokaja.[23]” 

Świętość krajobrazu jest więc nie dla każdego dostrzegalna. Żyjemy, zamiast w świętym krajobrazie, w krajobrazie reklamy. Poruszył ten wątek Waloszczyk[24]: „Według Paula Hawkena dorosły Amerykanin otrzymuje dziś kilka tysięcy reklamowych informacji dziennie, jeśli wziąć pod uwagę wszystkie ich formy: także napisy na odzieży, opakowaniach, a nawet na pomarańczach i cytrynach. Jego zdaniem jest się więc tylko pozornie wolnym od zwracania uwagi na te informacje, gdyż, biorąc rzecz w całości, nie sposób od nich uciec i stały się one rodzajem środowiska, w jakim trzeba dziś żyć.[25]

            Życie duchowe jest zadaniem – potrzebuje ono formacji, kształtowania. „Kontemplując przyrodę, człowiek o sercu czystym uczy się wewnętrznej dyscypliny, którą odkrywa coraz wyraźniej w otaczającym go świecie. (…) Jeszcze wyraźniej odsłania się przed nim jego powołanie do wewnętrznego porządku życia i uszanowania hierarchii stworzeń.[26]

            Mirek w „Rozważaniu o turystyce”[27] powołuje się na tezę Pawlikowskiego, ukazującą cel turystyki. Możemy tę myśl przenieść także w obszar poznawania krajobrazu, gdzie głównie chodzi o „zaspokajanie głębokiej potrzeby duchowej zanurzenia się w tym, co święte (spiritus sanctus)[28]”. Jest to droga, na której „oddala [się] wszelką myśl doczesną, a wykołysuje myśl czystą i wysoką.[29]” Wynika z tego, że właśnie czyste serce „generuje” myśli czyste, wzniosłe. Czyste serce odbija nas, jakby z trampoliny, od rzeczywistości materialnej, codziennej, do duchowych przeżyć, nasączonych świeżością i tajemniczym pięknem. Na skrzydłach czystości możemy kontemplować krajobraz odsłaniający chętnie przed nami swój sekretny duchowy wymiar. 

             Czyste serce jest też takim kryterium, które mogą spełniać także niewierzący w Boga. Mogą wybrać się na przykład do pachnącego żywicą lasu i ujrzeć zadziwiającą siłę drzemiącą w starych konarach, moc i wielkość grubych pni rozpartych na szerokich podstawach, majestat delikatnej przyrody w świecącej po deszczu pajęczynie. Być może nie będą potrafili zdefiniować źródła tych niezwykłych zjawisk, ale już nie wyjdą z tego lasu tacy sami. W tym aspekcie świętość krajobrazu jest uniwersalna, ale minimalne wymagania zawsze stawia. Serce nieskażone współczesną chorobą konsumpcjonizmu jest dziś rzadkością, wydaje się, że nawet „najczystsze” sumienia mają sobie tę uległość do zarzucenia, ale z drugiej strony krajobrazy niosą coś w sobie z atmosfery oczyszczenia wnętrza. Przy odrobinie woli nasza duchowość – nawet ateistyczna – może w kontakcie ze świętością krajobrazu zyskać nową, lepszą jakość. Jedną z takich korzystnych przemian jest autorefleksja – zastanowienie się nad swoimi błędami, ale też atutami i wyciągnięcie dobrych wniosków. Myślę, że w każdym człowieku tkwi głęboka potrzeba tego typu pożytecznej rekreacji w łonie krajobrazu. Nie bez przyczyny, przynajmniej raz w roku, rzucamy nasze zwykłe obowiązki i wyruszamy w „święty czas turystyki”[30], aby „zrzucić z siebie cały brud codzienności, wszystkie zniewolenia.[31]” Musimy się przyznać, nawet jako ludzie niewierzący, do naszych zawinień, ponieważ wszyscy pragniemy prawdy. Tego oczekują od nas najbliżsi. Często jednak okoliczności naszej działalności tylko utwierdzają w nas w błędnym mniemaniu o sobie. Krajobrazy mogą nam pomóc oczyścić się wewnętrznie. Weźmy na przykład krajobraz górski i zastanówmy się jak działa na nas pokonana wysokość: „W miarę wznoszenia się w górę wszystko nabiera swoistego surowego piękna. I podnosi ducha, nastraja serce do dobra jak struny do wspaniałej, rozległej melodii. Jak gdyby na dole zostały zło i pycha, przewrotność i zakłamanie.[32]

C. „Warunkiem usłyszenia słowa – a więc i formacji duchowej – jest cisza i milczenie[33].

            Każdy kolejny wiek przynosi inne zaskakujące i trudne problemy cywilizacyjne. Jednym z nich jest współczesny szum cywilizacyjny wokół człowieka. Hałas wpędził go w wewnętrzny zamęt i odgrodził od autentycznej scenerii pięknego krajobrazu, zatrzymując w krajobrazie coraz brudniejszej przestrzeni „praktycznej”. 

Ks. Ostrowski w „Ekologia w oczach turysty i pielgrzyma”[34] uważa, że zagrożenie hałasem objawia się tym, że zwiedzający przyrodę nie słyszą siebie,  otoczenia i „stają się nieczuli na głosy przyrody”. Ten sam autor zwierza się z interesujących przeżyć: „Kiedyś byliśmy z grupą turystów na jednym z beskidzkich stoków narciarskich, Na podporach wyciągu zawieszono głośniki z hałaśliwą muzyką. Trudno było zamienić nawet kilka słów z sąsiadem. Turyści starej daty, zadyszani, uciekali jak najprędzej, ale jeszcze dość długo dźwięczało im w uszach. Wtedy przypomniała mi się anegdota o turystach oglądających Niagarę. W pewnym momencie przewodnik mówi: Dziewczyny, uciszcie się, to usłyszycie jak szumi wodospad Niagara.” 

W ciszy możemy usłyszeć wiele więcej. Wtedy przemawia do nas Pan, o czym świadczy Księga Mądrości:

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi.[35]

Wracając do wspomnianej już analogii ze świętymi obrazami, muszę podkreślić kolejne podobieństwo. Podobnie jak obrazy religijne stwarzają atmosferę zanurzenia się w Bogu, tak samo przebywanie pośród krajobrazów sprzyja słyszeniu głosu Boga Ojca. Krajobrazy stają się wtedy wielkimi kaplicami, w których możemy zgłębiać osobiste słowa Pana. Nie trzeba być do tego wielkim świętym. Wystarczy przejść się na długi spacer i zacząć rozmawiać z Bogiem jak dziecko. Zdejmujemy wtedy wszystkie ulubione maski zakładane przy różnych okazjach i wracamy do swojego prawdziwego „ja”, które szczerze zwraca się z problemami do Ojca i Przyjaciela. Nasz bliski Stworzyciel zawsze odpowiada – ale najczęściej dyskretnie. Nie okazuje swojej twarzy, żeby nas (dosłownie) nie „zabić” swoją wielkością („Żaden człowiek nie może oglądać Mojego oblicza i pozostać przy życiu” - Księga Wyjścia 33,20b), ale daje nam swoje poruszenia, myśli, uczucia lub wyobrażenia. Bóg może odpowiedzieć przez słońce przedzierające się przez wielkie pozwiązywane korony drzew, dochodzące do nas – jak łaska przenikająca naszą słabość; przez łany zboża, przypominające nam słowa Jezusa: „Jeśli więc ziele na polu , które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary!” (Łk 12, 28), przez wiatr potrząsający wszystkimi drobnymi liśćmi – podobnie jak Duch Święty, który jak „wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża” (J 3,8). Jak pisałem wcześniej, w krajobrazie możemy zadziwiająco często słyszeć i rozmawiać z Bogiem.

Cisza i milczenie umożliwiają percepcję krajobrazu. Pozwalają zwrócić uwagę na szum liści charakterystyczny dla każdego gatunku drzewa, melodię wiatru, chóralne i pojedyncze  śpiewy ptaków, odgłosy zwierząt, skrzypiące pnie starych sosen itd. Natura ma swoje melodie, które mogą człowieka bardzo ubogacić estetycznie i duchowo. Człowiek słyszący krajobrazy bardziej realizuje samego siebie, dopełnia potencjalne umiejętności poznawcze. Staje się człowiekiem rozwiniętym i wrażliwym. Przez słuchanie zaczyna współpracować z przyrodą: „Słuch obejmuje sferę milczenia. Prowadzi do koncentracji. Unieruchamia. Być może tkwi w tym jakaś nie wykorzystana przez człowieka zdolność współdziałania z przyrodą[36]”.

Milczenie wzmacnia wrażliwość na piękno natury, nastraja wnętrze do transcendentnych doznań. Dobrym tego przykładem jest barwny opis odlatujących żurawi („Liście” Janeckiego[37]): „Wczesną jesienią odlatywały w tamtym kierunku żurawie. Nigdy nie można było ich najpierw zobaczyć, a potem usłyszeć, lecz odwrotnie… w pierwszej kolejności dolatywały do uszu wysokie tony dźwięcznych pomrukiwań, które potężniały, przechodziły chwilami w chór, aby następnie cichnąc, zanikać w postaci pojedynczych, wtapiających się w przestrzeń dźwięków. Miało się wrażenie, że wysoko w powietrzu ktoś gra na fortepianie według przedziwnej gamy, misternie skomponowanej w pieśni o tęsknocie. Oglądanie odlatujących żurawi było corocznym rytuałem wszystkich domowników. Kto pierwszy usłyszał ich śpiew, oznajmiał o tym pośpiesznie i wszyscy obecni wybiegali przed dom, aby patrzeć - w milczeniu – na różnoramienne, drgające trójkąty na niebie, niezmiennie odpływające ostrzem na południe.”

Krajobrazy stwarzają nam atmosferę do twórczego myślenia. Może to ogarniać sferę estetyczną, moralną, ale też zawodową.



[1] Pawłowska Krystyna, Idea swojskości, Kształtujemy tożsamość krajobrazu, pod red. Jadwigi Michalczyk, Kuratorium Oświaty w Lublinie, Lublin 2004, str. 71.

[2] Mirek Zbigniew , Co to jest ekorozwój, Mówić o przyrodzie, str. 148.

[3] Mirek Zbigniew, Kijas Zdzisław OFM Conv., Przyroda jako szansa dla autentycznej formacji człowieka, Mówić o przyrodzie, str.173-180.

[4] Bartyzel Jacek, Świętość w teatrze i dramacie poetyckim (https://haggard.w.interia.pl/sacrum.html)

[5] Tamże, str. 1.

[6]  Mirek Zbigniew, Kijas Zdzisław OFM Conv. Przyroda jako szansa dla autentycznej formacji człowieka, Mówić o przyrodzie, str. 177.

[7] W myśl filozofii klasycznej św. Tomasza z Akwinu.

[8] Cytowany przez Mirka i Kijasa, Mówić o przyrodzie, str. 177.

[9] Tamże, str. 177.

[10] Pisma św. Franciszka z Asyżu, Warszawa 1990, str.231.

[11] Krąpiec, Metafizyka, str. 41-49.

[12] Cytat był użyty w Mówić o przyrodzie, str. 57.

[13] Moltmann, Bóg w stworzeniu, str. 35 (cytat również przywołany w Mówić o przyrodzie, str. 76).

[14] Mówić o przyrodzie, str. 77.

[15] Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK), nr 2113, str. 486.

[16] KKK nr 2709.

[17] KKK nr 2713 – 2719.

[18] KKK nr 2132.

[19] Św. Tomasz z Akwinu, cytowany w KKK nr 2132, str. 490.

[20] Mirek, Mówić o przyrodzie, str. 178.

[21] Mirek, Wierchy, Kraków 2007, str.23.

[22] KKK nr 1777.

[23] Mirek, Wierchy, str. 24.

[24] Waloszczyk Konrad, Kryzys ekologiczny w świetle ekofilozofii, Łódź 1996.

[25] Tamże, str. 154.

[26] Mówić o przyrodzie, str. 178.

[27] Mirek, Turystyka – jako pielgrzymowanie do tego co święte.

[28] Tamże, str. 2.

[29] Tamże.

[30] Tamże.

[31] Tamże, str.6.

[32] Ks. Rogowski Roman, Mistyka gór, str. 162.

[33] Mirek, Kijas, str. 178.

[34] Mówić o przyrodzie, str. 58.

[35] Mdr 18, 14-15, cytowany przez ks. Ostrowskiego, Mówić o przyrodzie, str. 59.

[36] Czochralska Barbara, Wrażliwość materii, Warszawa 1998, str. 59.

[37] Janecki Janusz, Żurawie, Liście, Warszawa 2003, str. 12.

« powrót
f