Kontakt

PROJEKTOWANIE OGRODÓW WARSZAWA
firma:
P.H.U. Piotrowicz

ul. Płońska 36A
03-683 Warszawa

  22-2166177
   791987266

Napisz wiadomość (kliknij tu)

Oferta

Cennik

Aktualności

Reklama

  • Projektowanie, zakładanie, pielęgnowanie ogrodów Warszawa
    i okolice 791987266, 22-2166177

Zasięg usług ogrodniczych:
Warszawa Białołęka, Bielany, Praga Północ, Bemowo, Ochota, Mokotów, Ursus, Wilanów, Włochy, Ursynów, Wawer, Wesoła, Ząbki, Marki, Zielonka, Wołomin, Klembów, Nadma, Radzymin, Wieliszew, Legionowo, Jabłonna, Czosnów, Łomianki, Izabelin, Stare Babice, Ożarów Mazowiecki, Leszno, Błonie, Pruszków, Komorów, Nadarzyn, Lesznowola, Raszyn, Piaseczno, Konstancin Jeziorna, Józefów, Otwock, Wiązowna, Halinów, Dębe Wielkie, woj. Mazowieckie


Tu jest miejsce
na Twoją reklamę
791 987 266



EKOBORD

w najniższej cenie
www.ogrodniczy-sklep.pl

Kratki trawnikowe
Kratki trawnikowe
czarne, zielone
do parkingów
i wzmocnienia
trawników


Trawa z rolki

Świętość krajobrazu - Projektowanie-Ogrodów.Warszawa.pl

Jan Paweł II zwracał uwagę na piękno krajobrazów Polski[1]: „Tu, na tym miejscu, w Nowym Targu, pragnę mówić o ziemi polskiej, bo jawi się ona szczególnie piękna i bogata w krajobrazy. Człowiekowi potrzebne jest to piękno krajobrazu – i dlatego też nic dziwnego, że ciągną tutaj ludzie z różnych stron Polski, a także i spoza Polski. Ciągną latem i zimą. Szukają odpoczynku. Pragną odnaleźć siebie w obcowaniu z przyrodą. Pragną odzyskać siły w zdrowym wysiłku fizycznym, w marszu, w podejściu, we wspinaczce, w zjeździe narciarskim”. W myśli największego Polaka pojawiła się ogromnie ważna rzecz. Krajobrazy jawią się człowiekowi! Krajobrazy jawią się, przedstawiają się, są, używając filozoficznego określenia, inteligibilne (poznawalne). Nikt inny, jak tylko człowiek może odkodować zaszyfrowane piękno, wielkość, bogactwo, czy świętość krajobrazu.

Nasz wielki Rodak nie tylko doceniał krajobrazy naturalne. W orędziu na Międzynarodowy Dzień Pokoju 1990[2] zwrócił także uwagę na to, że kontemplacja piękna przyrody obdarza człowieka pokojem i pogodą ducha, ale „równie intensywne doznania przynosi wymagająca może większego wysiłku kontemplacja dzieł ludzkiego geniuszu. Także miasta odznaczają się swoistym pięknem, które winno pobudzać mieszkańców do ochrony ich naturalnego środowiska.”

Widzimy więc, że w odbiorze krajobrazu kulturowego trzeba się niekiedy bardziej wysilić, żeby dostrzec piękno - analogiczne do piękna krajobrazu naturalnego. Nie każdy krajobraz kulturowy jest piękny. Papież daje do zrozumienia, że przede wszystkim „dzieła ludzkiego geniuszu” mają wartość godną kontemplacji. Osobnym zagadnieniem jest to, co możemy uznać jako faktyczne dzieło, a co jest po prostu antysztuką.

Kiereś w „Sztuka wobec natury”[3] powołuje się na klasyczną teorię sztuki, w myśl której „jest ona naśladowaniem natury i uzupełnianiem jej braków”. Człowiek więc musi poznać naturę, zauważyć jej braki i działać albo uzupełniając dostrzeżone braki, albo transponując reguły i zasady działania przyrody w swoje sztuczne twory.  Człowiek jest odpowiedzialny moralnie za swoje twory. Jego odpowiedzialność zaczyna się już w momencie decyzji, że chce zrealizować zamierzone dobro.

Krajobraz kulturowy, żeby był piękny, musi posiadać skoncentrowane symptomy krajobrazu naturalnego. Dotyczy to materiałów budulcowych, faktury, barwy, proporcji, kształtów, emisji dźwięku i zapachu. Na przykład, od razu widzimy różnicę w „naturalności” domu drewnianego krytego strzechą, a domu betonowego w kształcie sześcianu. Według Kieresia (1992) problemem największym w tworzeniu dzieł kultury jest poznanie lub rozpoznanie przyrody, natury. Błąd poznawczy skutkuje w budowaniu form zupełnie obcych naturze.

4.2. Krajobrazy są święte, bo posiadają (trwałe) ślady Stworzyciela.         

Po śladach wyciśniętych w rzeczachwszędzie szedł za Ukochanym, ze wszystkiego robił sobie drabinę, prowadzącą do Tronu. (…)

Krajobrazy też są rzeczami (używając pojęcia metafizycznego), rzeczywistymi bytami, w których odciśnięte są trwałe ślady Boga. Mam na myśli szczególnie krajobrazy naturalne, ale także kulturowe krajobrazy, o ile zostały ukształtowane mądrze, według wzoru idealnego piękna (który posiada każdy człowiek[4]), poprzez tę zależność od Bożych natchnień, może kryć swoiste ślady Boga. Jakie są owe ślady Boga? W ujęciu klasycznej metafizyki, a także teologii, etyki, Bóg jest Prawdą, Dobrem i Pięknem Najwyższym. Odbicie tych cech w naturze (oraz analogicznie w kulturze), czy to ontologicznie, czy w odbiorze estetyczno – duchowym, jest dowodem Bożego działania. Ślady Boże w naturze, w krajobrazach, prowadzą do Stwórcy, o czym poucza biblijne słowo z Księgi Mądrości:

            Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali pozna Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa- winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw – winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.” (Mdr 13, 1-5)

            Dzięki Słowu Bożemu wyłania się nowy aspekt poznawczy o wymiarze duchowym. Klasyczne poznanie miało charakter czysto materialny, dotyczyło umiejętnego uzupełnienia natury lub wykorzystania jej prawideł. Poznanie człowieka powinno być wedle Biblii także duchowe. Poznanie świata, krajobrazów, winno nas kierować do samego Stwórcy, przez dostrzeżenie analogii w stosunku do cech Boga przez piękno, dobroć i wielkość stworzeń.

            Postulat dotyczący śladów Boga w krajobrazie jest dziś powszechnie trudny do przyjęcia. Jesteśmy dziećmi nowożytności, gdzie pojęcie Boga albo całkiem zniknęło albo zostało całkowicie zniekształcone. Teocentryzm został zastąpiony autonomią ludzką. Przyczyna tego tkwi „nie tyle w charakterystycznych dla nowożytności usiłowaniach postawienia poznającego i działającego człowieka na równi z Bogiem i w związanych z tym procesach emancypacji, ile raczej w (nie do końca świadomym) zafałszowaniu obrazu Boga.[5]”. Bez uporządkowania hierarchii między Bogiem, podmiotem poznającym, przyrodą, świętość krajobrazu wydaje się być czystą ideą.

Śladami Stworzyciela w krajobrazie, powołując się na Gołaszewską[6], są także takie zjawiska bezprzedmiotowe, takie jak: dal, głębia, nieskończoność, ogrom. Gołaszewska nadaje krajobrazowi kolejny synonim misteryjności, bądź świętości, jest nim metafizyczność: „Odczucie dali, głębi, nieskończoności i ogromu wiedzie do ujmowania przyrody jako symbolu, do dostrzegania w niej jakości metafizycznych.” W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na fragment z pisma Świętego, w którym podobne cechy nadane zostały Bogu: „abyście (…) zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa.” Możemy zauważyć, że istnieje pewien związek między krajobrazem a Bogiem. Jest to związek uświęcający, ponieważ w krajobrazie istnieje analogia Boskich cech. Prawdziwe poznanie tych wartości powinno kierować myśli, wolę i uczucia ku Wszechmocnemu Stwórcy, a to jest proces uświęcania się w krajobrazie.

W dokumencie Roku Jubileuszowego[7] znajdują się ważne słowa: „Dlatego kontemplacja natury jest wielką pomocą w budzeniu w nas wspomnienia Boga […] Chodzi o kontemplację religijną stworzenia realizowaną przez zmysły duchowe pozwalające odkryć ślady Boga w stworzonym bycie.” Myśl ta ujawnia schemat dotyczący odkrywania „śladów Boga” – jest to droga od kontemplacji natury, przez używanie zmysłów duchowych, do odkrycia śladów Stwórcy. Bez rzeczywistej kontemplacji nie sposób zachwycić się Bogiem. Nie wystarczą badania naukowe ani dowodzenie niepewnych hipotez, trzeba być człowiekiem wierzącym, żeby dostrzec właściwe bogactwo krajobrazu.

Święty krajobraz, podobnie jak święta ikona, jest zapisem rysów Boskiego oblicza. Myślę, że nie mamy wątpliwości co do tego w odniesieniu do krajobrazów naturalnych. Niepokojąca jest kwestia krajobrazu kulturowego – czy tu też jest obraz Boga? W jaki sposób obraz Boga oddziałuje na kulturę, sztukę? Kiereś (2001)[8] ujął to następująco: „Jak pokazuje powszechna historia kultury, ludzkie cywilizacje, czyli metody życia zbiorowego, zależą od obrazu Boga, niezależnie od tego, czy ów obraz jest utworzony świadomie, czy też nieświadomie założony. (…) Oblicze konkretnej kultury jest zatem wypadkową świadomości istnienia problemu Boga, rozumienia poznawczej i praktycznej wagi tego problemu (…). Tworzenie obrazu Boga jest czymś naturalnym, jest człowiekowi zadane (…).” Powszechnie uznajemy, że jeśli jakaś rzecz przypomina nam Boga lub odwołuje się do Niego, czy Go przedstawia (medaliki, obrazki etc.) to jest ona święta. Jest to świętość inna, przedmiotowa i całkowicie jest zależna od świętości podmiotowej. Święty krajobraz nikogo nie zbawia, odwołuje się jednak poprzez analogię do samego Boga i tym samym uświęca człowieka. Krajobraz naturalny już jest ikoną Boga, a krajobraz kulturowy powinien jak najdoskonalej stawać się Bożym obrazem. Zależy to jednak od wysiłku twórców krajobrazu kulturowego, ich wiary i zaangażowania się w poznawanie Boga i przyrody. Również jeśli twórca jest wybitny, ale niewierzący, powinien zaangażować się w maksymalną realizację „piękna wewnętrznego”, najwyższego ideału, którego nikt nie jest pozbawiony – niezależnie od tożsamości religijnej.    

            4.3. Krajobrazy są święte, bo inspirują pobożność człowieka.     

Wszystkie rzeczy obejmował uczuciem niesłychanej pobożności, mówiąc do nich o Panu i zachęcając do chwalenia Go.

Przebywanie w świętym krajobrazie również powinno w człowieku wzbudzać uczucie pobożności. Jeżeli bowiem przyjmujemy, że krajobraz jest ikoną Boga, to w pierwszej kolejności możemy się w nią wpatrywać. Głębokie wpatrywanie się to kontemplacja. Do kontemplacji, własnym przykładem, zachęca ks. Rogowski: „Gdy zapada słońce za postrzępioną linią gór i kiedy wstaje zza bezkresnych pól lodowca, modlę się modlitwą Jezusa, adorując Go i kontemplując w świętym Jego Imieniu, I tę kontemplację rozszerzam na całe góry, rozniecam ją na wszystkich szczytach jak ogniska zwiastujące Niezwykłe.” Jest to nowe uczestnictwo w nowej rzeczywistości – już nie jakiegoś tam krajobrazu, ale w Misterium, w Świętości.

Rogowski jest współczesnym propagatorem idei modlitwy w łonie natury. W szczególny sposób zachęca do górskich „rekolekcji”, w krajobrazie najmniej albo w ogóle nietkniętym ręką ludzką. Dla przykładu, większość współczesnych lasów jest posadzona przez człowieka, reliktowe są powierzchnie typu Puszczy Białowieskiej, niemal od ukształtowania się chronionej prawnie. W górach jest coś z dziewiczości, monumentalnej potęgi – jakby niemożliwej do naruszenia. Niestety, jak wiemy, człowiek sukcesywnie niszczy góry,  zaśmieca szlaki i przez zanieczyszczenia powietrza dewastuje górskie ekosystemy. Trzeba pamiętać o ubiegłej, ogromnej eksploatacji surowcowej, np. w dolinie Kościeliskiej. Niemniej góry nieustannie poruszają ducha ludzkiego. Przypominają mu o jego transcendencji świata materii, a swoimi wierzchołkami jakby potężnymi kierunkowskazami kierują myśli, wolę i uczucia ku Bogu. Autor „Mistyki gór” pięknie to ujął w  „górskiej” modlitwie (dla wszystkich „chodzących i wspinających się po górach”):

„Boże gór” i Panie wszystkich szczytów! W Twoich górach, które są rękami ziemi, wzniesionymi w modlitwie do Ciebie, pokonując skałę i wysokośc, siebie samego i swoją niemoc, pragnę idąc Twoimi śladami, któryś wychodził „na górę, aby się modlić”, wznosić się z moimi braćmi ku Tobie. Wznosząc się chcę cały świat unieść ku Tobie i wszystko uczynić modlitwą. Dlatego uwielbiam Ciebie każdym krokiem i każdym oddechem, każdym uderzeniem serca i każdą myślą (…). (…)”        

Mirek w pracy pt. „Turystyka – jako pielgrzymowanie do tego co święte” odwołuje się do myśli papieża Polaka: „Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie [a więc owo wewnętrzne sanktuarium, gdzie następuje spotkanie z Bogiem i z samym sobą], musi nauczyć się obcować z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji.” W innym miejscu Mirek cytuje słowa papieża, w których jest ukazana dalsza perspektywa kontemplacji – wpływającej na humanizację relacji społecznych: „Cisza gór i biel śniegu mówią nam o Bogu, zachęcają do kontemplacji, która jest nie tylko główną drogą wiodącą do spotkania z Tajemnicą, ale i warunkiem humanizacji naszego życia i wzajemnych stosunków między ludźmi. (…) Na łonie natury (w krajobrazie naturalnym– moje), z dala od codziennych trosk, duch łatwiej otwiera się na rzeczywistość nadprzyrodzoną, która nadaje sens i wartość ziemskim przedsięwzięciom i planom.”

Wielu z nas, wierzących, ubolewa nad tym, że współczesny świat zagubił doświadczenie Boga. Intryguje mnie jednak to, że w wielu zachodnich ogrodach chętnie umieszcza się w tzw. "kącikach kontemplacji” figurki Buddy lub bóstw hinduskich. Szczególnie Europejczycy wykazują skłonność do dalekowschodnich tradycji, dając tym samym dowód na poszukiwanie utraconego sacrum. Myślę, że mimo wszystko, jest to często bezrefleksyjne dekorowanie ogrodów, nie prowadzące do rzeczywistej kontemplacji, o której mówił Jan Paweł II. Przy bożkach bowiem nie ma prawdziwej kontemplacji, bo nie można w nich znaleźć prawdy ani o Stwórcy ani o sobie. Bożki buddyjskie zachęcają do zupełnego zjednoczenia się z bóstwem, a bożki hinduskie „chronią” lub wywołują tajemne moce. Jedno i drugie jest bałwochwalstwem. Nie można z Bogiem Największym zjednoczyć się zupełnie, zrównać się z Nim, stać się jak On. Równie szkodliwe jest poddawanie się tajemnym mocom, które w świetle nauki chrześcijańskiej są równoznaczne z mocami ciemności[9].

Bezstronnym argumentem przemawiającym za tym, żeby nie stosować eklektyzmu symboli religijnych, jest zachowanie porządku lokalnej tradycji i kultury. Uszanowanie europejskich korzeni powinno się też wyrażać w stosowaniu rodzimych gatunków roślinnych, wkomponowanych w miejscowe krajobrazy. Idea ta wydaje się słuszna, lecz trudna do zrealizowania, zważywszy na dużą ilość gatunków introdukowanych. Można jednak w ogrodach przyjąć zasadę, że przynajmniej 80% nasadzeń będzie związana z regionalną szatą roślinną. W ten sposób pozostanie doceniona i nienaruszona świętość krajobrazu rodzinnych.  

Czy krajobrazy kulturowe mogą inspirować pobożność człowieka? Według Mirka „świętość jako taka jest (…) centralną wartością kultury. W niej znajdują fundament i trwałe umocowanie wszystkie inne wartości kultury autentycznej, a więc twórczej i służebnej wobec życia (…).” Myślę, że potwierdzeniem tego poglądu są liczne polskie kapliczki wiejskie – przydomowe, bądź przydrożne, krzyże, samotne figurki świętych, kościółki, kościoły i wielkie katedry miejskie. Człowiek od zawsze identyfikował krajobraz z rzeczywistością uświęconą. Pierwotnie były to wyznaczone święte gaje, wzgórza, góry, rzeki, kamienie. Teraz są to na przykład całe przestrzenie wiejskie z dominującą wieżyczką kościelną, miasta z iglicami katedr, kalwarie, czy też całe kompleksy samotnych drewnianych cerkwi na Łemkowszczyźnie, albo cieniste połacie cmentarzy. Zauważmy, że nigdy sacrum krajobrazowe nie ograniczało się do punktu, zawsze to była cała przestrzeń towarzysząca, miejsce uświęcone jednym bądź wieloma dominantami sakralnymi. Współcześnie często dochodzi do kolizji miejsc uświęconych z elementami profanum, piesze o tym Swaryczewska[10]: „Święta przestrzeń bezceremonialnie włączona jest w nurt życia społecznego i gospodarczego XXI stulecia. Przykładem niech będzie wiejska kapliczka, ustrojona w kwiaty, lecz zdominowana przez substandardową architekturę (…) oraz lokalizacja stacji transformatorowej (…). Pogwałcono tu najwyraźniej dystans, jaki powinien przysługiwać miejscom wyjątkowym, uporządkowanym i choćby lokalnie – świętym.” Podobna sytuacja – według Swaryczewskiej – dzieje się wokół wielkich sanktuariów, np. w Częstochowie, Kalwarii Zebrzydowskiej, Świętej Lipce, gdzie komercyjno-turystyczne zaplecze bezpardonowo rozprasza sferę sacrum – pod względem funkcjonalnym, estetycznym i religijnym.

Warto podkreślić jak bardzo krajobraz oddziaływał w życiu św. Franciszka na jego wzrost pobożności. Każdy akapit Pieśni Słonecznej, o czym już wspomniałem, poprzedzony jest krótkim oddaniem chwały Najwyższemu. Dla niego oddychanie krajobrazem ziemskim było już spotkaniem z Bogiem.

Jakie elementy krajobrazu inspirują Franciszka do wielkiego uwielbienia? 

- Słońce, „ przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz. I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem: Twoim, Najwyższy , jest wyobrażeniem”;

- Księżyc i gwiazdy „jasne i cenne i piękne”;

- Wiatr i powietrze;

- Chmury, pogoda, każdy czas;

- Woda „bardzo pożyteczna i pokorna, i cenna i czysta”;

- Ogień „piękny, i radosny, i krzepki, i mocny”;

- Ziemia,  „która nas żywi i chowa i wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami”.

            Być może nie wszyscy wiedzą, że Pieśń Słoneczna, jak na tamte czasy XIII wieku, nie była nowoczesnym sposobem modlitwy, polegającym na wychwalaniu Pana za Jego dzieła. Św. Biedaczyna z Asyżu nie tyle odkrył, ile przypomniał o tego rodzaju uwielbieniu Boga. W tamtym okresie, duży był wpływ grupy chrześcijan, którzy za św. Augustynem obawiali się próżności w kontemplacji piękna przyrody. Motyw modlitwy inspirowanej oglądem krajobrazu znany był jednak od przynajmniej sześciu wieków przed Chrystusem. Dowodem na to jest Pieśń trzech młodzieńców z Księgi Daniela (Dn 3, 51-90). Jest w niej „wezwanie” wszelkiego stworzenia do błogosławienia Pana (aż trzydzieści dziewięć razy pojawia się „błogosławcie Pana”). W tej pieśni znajdziemy więcej elementów krajobrazu „zaproszonych” do błogosławienia Stwórcy, są to: niebiosa, wody, potęgi, słońce i księżyc, gwiazdy nieba, deszcze i rosy, wichry niebieskie, ogień i żar, chłód i upał, rosy i szrony, mrozy i zimna, lody i śniegi, dni i noce, światło i ciemności, błyskawice i chmury, ziemia, góry i pagórki, rośliny, źródła, morza i rzeki, wieloryby i morskie stworzenia, ptaki powietrzne, zwierzęta dzikie i trzody, synowie ludzcy.

            Pieśń trzech młodzieńców, co jest interesujące, w poczet komponentów krajobrazu, umieszcza także wyżej wymienione zjawiska pogodowe. Zjawiska te istnieją niezależnie od woli człowieka, a jednocześnie są przez niego odczuwalne. Przy tak bogatym spektrum, składniki krajobrazu zaproponowane przez Richlinga i Solona (1998) są dość ubogie (skała, powietrze, woda, gleba, roślinność, zwierzęta).  Jeśli przyjmiemy definicję, że krajobraz to przestrzeń przyrodnicza jawiąca się człowiekowi, to należałoby być może w skład elementów krajobrazu zaliczyć także owe zjawiska pogodowe. Zięba (2008) określa klimat i czas jako ramę naszego życia: „Te pojęcia sąsiednie stosują się do globu, do przestrzeni więcej lub mniej  rozciągłej, odnoszą się do zachowania atmosfery. Czas reprezentuje rodzaj chwili, klimat nakreśla rozwój nieustanny scenariuszy meteorologicznych. Klimat stanowi część naszego środowiska życia. Klimat regionu, w którym mieszkamy i w którym uczestniczymy, jest więc wewnętrznie naszą ramą życia, wymyka się w części naszej percepcji.[11]” Czas i klimat niewątpliwie kształtują i dynamizują krajobrazy, przez co nigdy nie spotkamy dwa razy tego samego krajobrazu.

            4.4. Krajobrazy są święte, bo kształtują uczucie „rodzinności”.

            O. Kijas zauważył, że to, co stało się rewolucją św. Franciszka w podejściu do przyrody „to zwyczaj nazywania ich braćmi i siostrami. Franciszek nazywa więc słońce bratem, księżyc bratem, wodę siostrą, ziemię naszą siostrą itd. W tej właśnie, szczególnej, rodzinnej relacji do stworzenia kryło się niewątpliwie owo wielkie novum Franciszkowego podejścia do przyrody, novum nie tylko poetyckie, ale i kulturowe. Oto człowiek odkrył swój intymny związek z przyrodą, zszedł z piedestału swojego „ja” przeżywając głębokie braterstwo ze wszystkim, co go otacza.”

            Braterstwo z krajobrazem to wybór właściwego miejsca człowieka w przyrodzie. Konieczne wydaje się w tym miejscu dotarcie do definicji człowieka. Poznanie samego siebie, jest obok poznania Boga oraz krajobrazu zasadniczym obowiązkiem warunkującym działanie praktyczne (w krajobrazie). W klasycznym rozumieniu człowiek to jedność duszy i ciała, z tym że „dusza ma się do ciała jak człowiek do ubrania, jak rybak do łódki. Dusza istnieje nie tylko dla siebie, realizuje także w sobie pełnię gatunkowej natury człowieka. A więc człowiek to dusza posługująca się ciałem.[12]” Człowiek więc z jednej strony wyrasta z gliny   (por. Rdz 2,7), z drugiej zaś, transcenduje zastaną rzeczywistość, stoi pionowo ponad horyzontalną materią.

A. Jak wygląda relacja człowiek – przyroda w świetle Księgi Genesis?

            Bóg, gdy stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Trójcy Świętej, pobłogosławił go i rzekł: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się , abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi (…). Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona.” Biblijny opis stworzenia, nakazujący traktować przyrodę tylko w kategoriach użyteczności, nie jest prosty do interpretacji w świetle dzisiejszych potrzeb ochrony środowiska i idei „bratania się” z krajobrazem. Trzeba tylko zdać sobie sprawę z kilku kwestii. Po pierwsze,  Bóg przemawiał wtedy do pierwotnego człowieka, uczył go panowania nad przyrodą, racjonalnego korzystania z jej zasobów. Stwórca dał człowiekowi władzę „ujarzmiania” nie tyle sił przyrody, co jej elementów. Jest to wyraz wielkiej miłości do człowieka, który „raczkując” w przyrodzie mógł czuć się zdezorientowany.  Pierwotny człowiek nie był w stanie zniszczyć natury  w sposób nieodwracalny. Po drugie, na podstawie całego Pisma Świętego można wywnioskować, że Bóg przemawia do człowieka zniżając się do jego aktualnego poziomu zrozumienia. Kształtuje dzikiego barbarzyńcę, od początkowego prawa „zabijania sprawiedliwego”, poprzez całkowity zakaz podnoszenia ręki na drugiego, aż do przykazania miłości. Tak więc, nie można dziś zbyt fundamentalnie traktować przyzwolenia na panowanie nad przyrodą (rozumianego jako beztroskiego eksploatowania jej ginących zasobów, czy całych ekosystemów). Po trzecie, płytkie jest ideologizowanie, że w przyrodzie wszystko winne być objęte ścisłą ochroną, człowiek powinien cofnąć się do standardów pierwotnych i zatrzymać postęp technologiczny (idee głoszone na różnych konferencjach przez  dr Nowakowskiego z Akademii Podlaskiej).

Ks. Ziemiański SJ przedstawił doskonałą interpretację Księgi Stworzenia: „Człowiek może odegrać w przyrodzie rolę pozytywną. Może być stróżem i opiekunem przyrody. (…) polecenie ze strony Boga, by człowiek uprawiał ziemię i czynił ją sobie poddaną, można zinterpretować w duchu ekologicznym. Bóg nie udzielił człowiekowi prawa do bezwzględnej eksploatacji zasobów naturalnych ziemi, ale powierzył mu troskę o przyrodę. Ma on być jej dobrym gospodarzem, jakby ogrodnikiem w Bożym ogrodzie. Człowiek więc może odegrać w przyrodzie rolę pozytywną.[13]

Człowiek jest „starszym bratem”, opiekunem i gospodarzem krajobrazów. Powinien być do tego człowiekiem wiary, gdyż „człowiek wiary ma słuszne powody, by z religijną życzliwością patrzeć na żywioły przyrody[14]” – z religijną życzliwością patrzeć na krajobrazy. Widzimy jednak, że na podstawie samej Księgi Genesis nie dopatrzymy się wezwania do traktowania przyrody na zasadzie rodzinnych relacji.

Z drugiej strony słowa  „abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” w żadnej mierze nie nakazują niszczenia krajobrazów, pozostawiają nijako człowiekowi dopowiedzenie zasad odnoszenia się do natury. Jeśli coś jest komuś poddane, to znaczy, że musi on mądrze tym dysponować, gospodarzyć.  Praktyka jednak pokazuje (np. współczesne klęski żywiołowe spowodowane zachwianiem praw natury, czy efekt cieplarniany), że człowiekowi brakowało przez ostatnie trzy wieki  idei wiążącej różne stanowiska w podejściu do przyrody. W zależności od posiadanej profesji i precyzyjnie obliczonych dochodów inwestycyjnych, człowiek stał się, można by rzec ogólnie, nieczuły, obojętny na świętość przyrody.

Nawet wielki nurt „ekoetyki” nie odkrył tej starej już, bo leżącej osiem wieków na półkach, franciszkańskiej idei rodzinności.

Święty Franciszek w swej natchnionej pieśni prezentuje nam ideę rodzinności, gdzie uwydatnia szczególnie więź braterską i siostrzaną z bratem słońcem, bratem księżycem, siostrami gwiazdami itd. Myślę, że nie chodzi tu o realizowanie jakiejś utopijnej metafory. Zasada braterstwa jest jakby „grą fair play” z przyrodą. Braterstwo oznacza szacunek (o czym pisał Taylor[15]) wobec innych stworzeń (szacunek dla życia, odpowiedzialność, umiarkowanie, współczucie, sprawiedliwość – tezy Skolimowskiego[16]), wyjście z egoizmu w kierunku sympatii (Callicot[17]). Braterstwo wreszcie kojarzy się nie tylko z admiring respekt[18] (pełen podziwu szacunek), ale głównie z „więzami krwi”, z miłością nijako wrodzoną, zupełnie spontaniczną.

Nie bez przyczyny św. Franciszek nadaje ziemi aż dwa tytuły: „siostry” i „matki”. Z pewnością święty wiedział, że z tej ziemi, z jej materii, powstał człowiek (Rdz 2,7: „wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”). Bóg dał człowiekowi ziemię i jej owoce, aby była mu poddana, ale z drugiej strony z tej samej ziemi go ulepił. Tchnienie życia zaś zostało mu dane na pewno nie po to, by uprawiał politykę śmierci w stosunku do natury. Na tym polega zasada „fair play”, że skoro złożony jestem z pierwiastków ziemi i posiadam w sobie tchnienie życia, to wobec swoich „braci” i „sióstr” (zbudowanych z tych samych pierwiastków ziemi) szerzę kulturę życia i szacunku.

Dostrzeżenie świętości krajobrazu implikuje konkretne ustosunkowanie się do niego. Jeżeli przyjmiemy zasadę „braterstwa”, wtedy podziw dla krajobrazów zaowocuje swoistą miłością, fundamentalnym poszanowaniem, zgodą na to, by nim nie tylko z góry zarządzać, ale także pięknie odnawiać i kształtować (co jest przeznaczeniem materii krajobrazowej).

Kolejnym aspektem zasad „fair play” jest to, że skoro krajobraz nieustannie zapewnia nam poczucie rodzinności, tożsamości z danym miejscem, związanie uczuciowe, to również z naszej strony powinna być nieustająca postawa „wdzięczności”. W gruncie rzeczy ta wdzięczność skierowana jest do Stwórcy i cała ochrona krajobrazu sprowadza się do oddania należnej czci Bogu. Tego uczy nas Pieśń Słoneczna. Materią, którą się posługujemy w wyrażaniu owej wdzięczności powinna być materia krajobrazu, przez postępowanie z nią zgodnie z przeznaczeniem. Okazuje się jednak, że podejście do materii przyrodniczej uzależnione jest od wyznawanej filozofii.

B. Idea głębokiej ekologii.

W rozumieniu przyrody często dochodzi do niebezpiecznej (z punktu nauki Kościoła Katolickiego) ekologizacji, w myśl której „transcendencja przybiera postać panenteizmu, a może nawet panteizmu.[19]

Według Ziemiańskiego tego typu filozofii przedstawicielami są Skolimowski i Waloszczyk. Sam Waloszczyk w artykule „O filozofii, która chce być pieśnią”[20] odsłania panteistyczną wizję Skolimowskiego: „Współtworząc świat wraz z Bogiem, stwarzamy Jego samego… Bóg jest wszystkim, jest więc też częścią twórczego stawania się świata… Nie możemy naszej odpowiedzialności za świat powierzyć ekspertom, ani nawet wszechmogącemu Bogu. Ostatecznym wyrazem tej odpowiedzialności jest uświadomić sobie, że nie mamy innego wyboru, jak tylko uznać, że to my sami jesteśmy Bogiem w toku Jego stawania się.[21]”  Oczywiście, gdy mówimy o świętości krajobrazu bardzo łatwo wpaść na podobny tor myślenia. Sam Skolimowski uważał, że „świat to sanktuarium”, uzasadniał to w ten sposób, że: „cały świat jawi mi się jako jedno pasmo sakralności, a wszystkie zjawiska świata naturalnego jako święte objawy Boga. (…) Wszyscy o tym wiemy w naszych pierwotnych intuicjach.[22]” Panteizm, czy też paneteizm, utorował drogę dla „głębokiej ekologii”, której założycielem jest Naess. W tym duchu T. Berry, były zakonnik dominikański, napisał dzieło „The Dream of The Earth”, zaś M. Bookchin w „Ekologii wolności” tworzy syntezę marksizmu, anarchizmu i ekologii. Skolimowski uważa, że fundamentem głębokiej ekologii jest „antyantropocentryzm” (twierdzi też, że utrwalona w Polsce etyka personalistyczna, której propagatorem był Wojtyła, przeszkadza w promowaniu czystej świadomości ekologicznej[23]) oraz „radykalny egalitaryzm”. Dodaje też, że „ekologia głęboka, to ekologiczny pozytywizm – bez transcendencji i głębi.[24]”  Trudno podjąć się obiektywnej oceny panteistycznych rozważań Skolimowskiego, niewątpliwie, w jego trosce o przyrodę jest wiele dobra, jednak sam panteizm, czy też paneteizm jest niezgodny z duchem chrześcijaństwa i nie ma nic wspólnego z franciszkańskim braterstwem ani „wyższą jednością” (którą się usprawiedliwia Waloszczyk).



[1] ks. Ostrowski, Mówić o przyrodzie, str.58.

[2] cyt. w Ekologia w oczach turysty i pielgrzyma, ks. Maciej Ostrowski, Mówić o przyrodzie, str.53.

[3] Kiereś Henryk, Sztuka wobec natury, Polskie Wyd. Encyklopedyczne,Radom2001.

[4] Odwołanie do Kanta, Copelston, Historia filozofii, str.315.

[5] ks. Węcławski Tomasz, Ekonomia i ekologia jako pojęcia teologiczne, Mówić o przyrodzie, str.76.

[6] Cytuje ją Rogowski w Mistyce gór, str. 128.

[7]Mówić o przyrodzie, str. 178.

[8]Kiereś, Sztuka wobec natury, str. 144.

[9] Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallotinum 1994, nr  2113.

[10]Swaryczewska Maria, Sacrum w krajobrazie wsi, Krajobraz i ogród wiejski, tom 2, str. 34.

[11] Zięba Stanisław, Perspektywy ekologii człowieka, KUL, Lublin 2008, str. 217-218.

[12] Tomasz z Akwinu, Heinzmann Richard, Filozofia średniowiecza, Kęty 1999, str.208.

[13] Ks. Ziemiański, Mówić o przyrodzie, str. 128.

[14] Jan Paweł II, cyt. przez ks. Ziemiańskiego w Mówić o przyrodzie, str. 129

[15] Paul Tylor był propagatorem biocentryzmu. Jego najsilniejszą tezą było odrzucenie ludzkiej dominacji wobec innych gatunków.

[16] Bonenberg 1992, rozdz. 10 – Eko-etyka Henryka Skolimowskiego, str.109-120.

[17] Tamże, rozdz. 5, str. 59-68.

[18] Tamże, rozdz. 2, str. 25-34.

[19] Ks. Ziemiański Stanisław, Mówić o przyrodzie, Przyroda a cywilizacja, str.127. Autor przywołuje tu ekologiczne propozycje H. Skolimowskiego i K. Waloszczyka, według których „ Człowiek, tworzący jedność ze światem powinien wykształcić w sobie nowy typ wrażliwości, z którego wyrośnie imperatyw moralny ekologicznego człowieka”.

[20] Wokół Eko-filozofii, Bydgoszcz 2001,  str. 85.

[21] Waloszyk opatruje cytowane słowa następującym komentarzem: Z punktu widzenia katolickiej filozofii Boga idea ta ma znamiona herezji, pytanie tylko, czy nie twórczej, która niczego tej filozofii nie zabierając może ją czymś wzbogacić? (…)

[22] Wokół Eko-filozofii, str. 30.

[23] Tamże, str. 49.

[24] Tamże, str. 61.

« powrót
f